Czego o mnie nie wiecie i Dlaczego ciągle muszę zamiast chcieć

39
1057
Odwiedzacie mojego bloga niektórzy od czasu do czasu, inni zaglądają tu codziennie, widzicie tu moje dzieciaki i czasami mnie, ale zawsze tylko tyle ile wam chcę pokazać, to jest zaledwie namiastka naszego życia. To jest ta część, którą chcę się dzielić bez obaw, że wyrządzę tym coś złego mojej rodzinie. To są nasze dobre chwile, momenty szczęścia, które chcę pamiętać.

Wszystko to co widzicie jest szczere, to cała ja i moje serce. Z dziećmi nie da się nic oszukać, w ich oczach widać wszystko, zresztą chcę, żeby to było takie miejsce, gdzie nie ma obłudy i to, że więcej tu lukru niż łez, to tylko dlatego, że o tych złych chwilach chcę jak najszybciej zapomnieć, a karmić się tylko tymi dobrymi. Mimo to nieraz się przed wami otworzyłam i w tych gorszych momentach, popsioczyłam trochę na to swoje życie i wylałam tu trochę żółci. W święta miałam czas się zastanowić trochę nad sobą. Jest jedna rzecz której o mnie nie wiecie, pewnie nawet byście tego o mnie nie pomyślały, choć pewnie różne wam rzeczy do głowy przychodzą czytając moje wypociny, ale jestem pewna, że to jest ostatnia rzecz jaką  byście o mnie powiedziały. Trochę to ukrywam, bo nie cierpię tej cechy u mnie i chcę to zmienić! Sama nie wiem skąd się to wzięło i kiedy się zaczęło, bo zawsze taka nie byłam, to wiem na pewno (chyba, że byłam tylko tego nie widziałam). Mam trudny charakter, cała rodzina to wie i już nie raz dałam im popalić. Lubię stawiać na swoim, jeśli chodzi o nasz dom i to co się w nim dzieje, lubię jak jest tak jak ja chcę i tyle, co z tego, że komuś to nie pasuje, jak to mówi mój syn: w domu rządzi mama hehehe. Jakoś tak się dogadujemy z A., że nawet jeśli jest tak jak on chce to umie mnie tak zakręcić, żebym ja myślała, że to był mój pomysł, no chłop głowę ma nie od parady, ale to moje rządzenie i stawianie na swoim nie jest takie złe, w końcu żaden rozwód nam nie grozi. To czego nie wiecie o mnie jest jeszcze gorsze bo przychodzi z nienacka, w najmniej odpowiednim momencie i psuje atmosferę całej naszej rodzinie, w jednej chwili zmienia nasze dobre emocje w te złe. Trudno mi jest o tym mówić, ale myślę, że zmianę siebie muszę właśnie zacząć od powiedzenia tego głośno, bo w sumie nie wiem jak taka wrażliwa osoba jak ja, płacząca na reklamach może stać się tak nerwową osobą. Tak, przyznaję się puszczają mi nerwy, najmniejsza drobnostka potrafi wyprowadzić mnie z równowagi, ale sama nie wiem dlaczego, bo jak później o tym myślę to mi się to wydaje strasznie głupie i nieuzasadnione. A jak wpadam w nerwy to krzyczę, a może tylko podnoszę głos? A po tym krzyku to zazwyczaj płaczę, chyba już z bezsilności i sama jestem złą na siebie, bo gdy przychodzą nerwy ja od razu widzę wszystko w czarnym kolorze, czuje się tak źle że nawet mi się ręką nie chce ruszyć i najchętniej schowała bym się pod kołdrę i zamknęła za sobą drzwi tak żeby nikogo nie widzieć i nie słyszeć. No nie ważne, ważne jest to, że sama widzę, że te niekontrolowane napady, źle wpływają na naszą rodzinę i na mnie samą. Nie chcę taka być i nie chcę, żeby widziały mnie taką dzieci, złoszczącą się i krzyczącą nie wiadomo o co. Przez święta zastanawiałam się dlaczego tak jest, dlaczego mam takie wahania nastrojów, że w jednej sekundzie z uśmiechniętej mogę zmienić się w złoszczącą i nerwową osobę. I wiecie co mnie oświeciło? Wpis Aśki, a dokładnie jej spowiedź (przeczytajcie bo warto) kiedy ją czytałam wszystko stało się proste, a przynajmniej teraz tak mi się wydaje. Nie, nie będę znowu zganiać wszystkiego na depresję, lub cokolwiek co miałam po pierwszym porodzie, na depresje nawet jeśli gdzieś siedzi we mnie to nie mam już czasu, chodzi o to, że doprowadziłam się do takiego stanu, że ja wszystko MUSZĘ. MUSZĘ rano wstać i zająć się dziećmi, MUSZĘ ugotować obiad, pójść na zakupy, poprać, poprasować, MUSZĘ porozmawiać z mężem, MUSZĘ wyjść z domu na spacer, MUSZĘ, MUSZĘ MUSZĘ……… a przecież tak mi się nie chce!!! I ta cholerna podświadomość, że ja wszystko MUSZĘ, żeby wszystko było takie zorganizowane i jak w zegarku, buntuje się i ze mnie wyłazi. Im dłużej myślałam, tym bardziej otwierałam ze zdziwienia oczy, dlaczego tak jest, że ja postrzegam wszystko to co dobre w moim życiu, tą moją bezpieczną rutynę za coś co MUSZĘ, przecież ja to wszystko powinnam CHCIEĆ  i robić to z uśmiechem. Doszłam do wniosku, że 60-70% mnie to MUSZĘ. Na blogu pokazuję to co CHCĘ, tu wszystko jest tak jak CHCĘ i tak jak lubię i tak CHCĘ, żeby wyglądało moje życie, żeby się składało tylko z CHCĘ,  a nie MUSZĘ. I tu wcale nie chodzi o użalanie się nad sobą, że niby w domu siedzę i jeszcze narzekam,tu chodzi o to, że popadłam w skrajność bycia perfekcyjną panią domu bez żadnej odskoczni. Wiem, że jeśli tak będzie, jeśli ja będę mniej nerwowa, to naszej rodzinie będzie się łatwiej żyć. Tylko jak to zrobić, bo okazuje się, że to wcale nie jest takie proste, że powiem sobie od dzisiaj koniec z podnoszeniem głosu i nerwami wtedy, gdy nie są potrzebne. Mówię to sobie każdego ranka, ale i tak zdarza mi się o tym zapomnieć. Doszliśmy do wniosku z A. a może tylko ja? Nie ważne, ważne, że na dzień dzisiejszy i on na to przystał, a jak będzie później to się okaże. Chodzi o to, że chcemy wprowadzić odrobinkę egoizmu w nasze życie, tak dobrze czytasz, podobno zdrowy egoizm jest nawet wskazany. Będziemy sobie go dawkować w małych ilościach, tak żeby mieć odskocznię od MUSZĘ, ale żeby nie wpłynęło to źle na dzieciaki. Może jakiś wypad do kina raz w miesiącu, albo siłownia dla A. a dla mnie fitness. Na samą myśl o spędzeniu paru chwil poza domem bez konieczności myślenia o dzieciakach poprawia mi się nastrój. Oczywiście będziemy robić to na zmianę, w końcu same dzieci w domu zostać nie mogą, ale i tak myślę, że to dobry pomysł, który nam wszystkim wyjdzie na lepsze, mam nadzieję, że to nie pozostaną tylko plany. Mam o co walczyć i dla kogo się zmieniać.
Bo jak nie my to kto, bo jak nie teraz to kiedy 😉
 
A wy macie coś w sobie, co byście chciały zmienić? 

 

sesja fotograficzna
ubranka dla dzieci
rodzina
dla dzieci
handmade dla dzieci

la millou

Kosz na zabawki w choinki i reniferek TU

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi szalenie miło jeśli:

- polubisz i udostępnisz go dalej

- zostawisz komentarz.

Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami?

Koniecznie polub nas na Facebooku, dodatkowo dużo zdjęć, których nie pokazuję na blogu znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

39 KOMENTARZE

  1. o matko.. jakbym widziala siebie…ja tez zawsze musze i wszystko do
    okola musi byc jak ja chce.. bo wszystko ma byc perfekcyjne… mama prawie 4letniego antka

  2. Każdy ma chwile słabości i lepiej jest te zle emocje uwolnić od razu niż tłumić w sobie. Za dużo obowiązków, brak pomocy że strony męża może przyczyniać się do takich nastrojow…czasem trzeba zacisnąć żeby, pomyśleć o sytuacji optymistycznie, uśmiechać się i powiedzieć "kto jak nie ją da radę?" 🙂 moje jedno z postanowień noworocznych to nie przeczytanie 52 książek, nie podejmowanie się 30 dniowych wyzwań na spalanie tkanki tłuszczowej tylko pochamowanie języka w sytuacjach, kiedy mi nerwy puszczaja…Zbyt wiele złego wtedy się dzieje, lecą raniace slowa, słucha dziecko. Tego chce uniknąć bo ja niestety też wszytsko MUSZE i to mnie doprowadza do białej gorączki 😉 A jak sobie płacze to płacze…niech synek widzi te emocje, nich się uczy że życie nie zawsze jest różami uslane. Więc CHCIJMY teraz aby to MUSZE ograniczyło się do 5% naszego życia 😀

  3. Moi rodzice zawsze mówili "my MUSIMY tolerować twoje zachowanie, Twój narzeczony nie".. I rzeczywiście po ślubie były wojny takie, że cały blok MNIE (nie nas) słyszał a pies jak tylko lekko podniosłam głos szybko czmychał do siebie, ale już się jakoś ułożyło. Mąż nauczył się w odpowiednim momencie usuwać mi z drogi a ja staram się zawsze myśleć o tym co pomyśli moja córka jeśli znowu rozedrę japę i to mi pomaga choć trochę się wyciszyć .
    Każdy ma w sobie diabła ale nie każdy potrafi z nim walczyć.. Ja nie potrafię, dlatego szczerze gratuluję Ci tej ciężkiej próby ;). Daj znać jak to się skończyło i czy chwila dla siebie to właśnie klucz do sukcesu.

  4. To takie prawdziwe, że ciężko cokolwiek dodać…
    Ten egoizm to najlepsze co kobieta może zrobić dla siebie a przy okazji dla rodziny. Kiedyś czytałam fajną książkę której głównym przesłaniem było to że jeżeli kobieta sama o siebie nie zadba to nikt tego nie zrobi. I to prawda ! Zawsze coś dla kogoś – jak pojawiają się dzieci to jeszcze bardziej się potęguje odsuwanie samej siebie na dalszy plan. Kurcze, dałaś mi do myślenia tym wpisem. Nie pamiętam kiedy zrobiłam coś dla siebie, chwile egoizmu odeszły w zapomnienie wraz z pojawieniem się Nenuśki… zdaje sobie sprawę ze to niezdrowe, ale wydaje mi się ze jak ją zostawię z kimś innym to będzie dla niej krzywda ze kiedyś mi to wypomni… to irracjonalne ale jakoś nie mogę od siebie odepchnąć tego powtornego uczucia…

  5. Kochana nie Ty jedna tego potrzebujesz, już kiedyś pisałam u siebie, że bez takiego detoksu to chodzę po domu jak burza gradowa, która nie wiadomo kiedy i na kogo lunie… dlatego ja min 3 razy w tygodniu chodzę na siłkę i zajęcia fitness, a Cyprian wtedy zostaje z Oskarciem. Oni mają swój męski świat wieczorami i ich więzi na tym zyskały, a ja mam w miarę jędrne ciało, prawie płaski brzuch, czas dla siebie i na ploty w klubowej szatni z innymi dziewczynami, o taka jestem egoistyczna 😉 ale dzięki temu nasza rodzina stała się szczęśliwsza, i mniej kłótni czy niepotrzebnych spięć!

  6. To ja czytam każdy post 😉 bardzo lubię na was patrzeć 😉
    My matki chyba tak mamy, ze nagle spada na nas tyle obowiązków, ze już tylko musimy i musimy, na chcenie nie ma czasu albo chęci. Ale warto z tym walczyć, ja się przynajmniej staram.
    Przyznam tez, ze po wpisie Antonoovki zauważyłam, ze mam wszystkie objawy depresji, ze zaraz zacznę krzyczeć z bezsilności, uwiązania w domu z chorymi dziećmi, z braku kontaktu ze znajomymi ze starych czasów… Ale wystarczył wypad do centrum handlowego, po kilku tygodniach siedzenia w domu i było lepiej. Potem wpis Julki z SzafaTosi celnie wskazał, ze takie "depresje" biorą się z siedzenia w domu. I już mam plan,jak to zmienić.

    Trzymaj się i nie denerwuj za bardzo 😉

  7. Straszne jest to "muszę". Wiesz, że ciągle się na tym łapię? Co prawda nie z takim nasileniem jak wcześniej, ale zdarza mi się. Szczególnie teraz, kiedy od Sylwestra w naszym domu rozgościł się rota, a mi znowu namnozylo się zaległości, a dopiero dzisiak wracamy do zdrowia. Ale tym razem jest inaczej 🙂

    Trzymam kciuki za Twoje postanowienie. Chwila dla siebie jest konieczna. Szczególnie odczuwalna i niezbędna przy karmieniu piersią, kiedy tak naprawdę jesteś na każde żądanie. Czasem trzeba te kilka godzin spędzić w samotności, wśród dorosłych ludzi i człowiek id razu nabiera nowej energii 😀

    A tak na marginesie, ja nadal jestem w szoku ile kobiet boryka się z mniejszym i większym problemem, z tym co opisałam…

  8. Tak bardzo o mnie. Kurde! Zawsze po swoim napadzie złości wstydzę się i chcę się zmienić. Ja już siebie "zdiagnozowałam" jakiś czas temu – przeszkadza mi to, że bycie w domu z dzieckiem jest całym moim światem, chcę czegoś więcej, chcę chwil dla siebie. U mnie problem jest taki, że mój mąż pracuje "długie godziny" nie ma go praktycznie od 4:00 do 19:00, często też pracuje w weekendy, ciężko więc wygospodarować mi czas dla siebie.

  9. Tak, mam to samo co Ty. Chyba wzięłam to od mamy która jak byłam mała krzyczała bez powodu? Niestety teraz ja taka jestem. Potrafię podpalić sie w ciagu sekundy bez większego powodu wydrzec sie na Bogu winnego męża. Sprawić mu przykrość słowami cholera wie skad wziętymi bo nigdy tak nie myśle:( Boje sie ze ta moja nad impulsowość doprowadzi do rozłamu cudownej rodziny którą tworzymy. Staram sie walczyć ze sobą ale póki co często przegrywam i źle mi z tym ?

  10. 😉 u nas w kuchni na tablicy widnieje napis … NIE MUSZĘ ALE CHCĘ !!! Tylko czasem tak ciezko przestawić myślenie i w tym pędzie życia pamietać ze NIE MUSZĘ ALE CHCE … Widzę po sobie kiedy wszystko dookoła robie bo MUSZĘ to często towarzysza temu nerwu, krzyki … Dzieciom do oberwie za błachostki … Ale kiedy robie te wszystkie rzeczy bo CHCE to większy spokoj panuje w domu 😉 czasem bywa ciezko bo rano tempo, śniadanie dzieci do opiekunkI, przedszkola, szkoły potem szybko do pracy, tam nerwy po południu powtórka z odbierania, po drodze zakupy i wpadam do domu a tu sie włącza MUSZĘ ugotować obiad, posprzątać, zrobic lekcje z dziećmi, i cała masa innych czynności … A przecież CHCE to robić bo kocham moją rodzine i chce dla nich jak najlepiej 🙂 dlatego w tym roku jeszcze bardziej postanowiłam pamietać i realizować NIE MUSZĘ ALE CHCE 🙂
    Dziękuje ci za ten wpis 🙂

  11. Również próbuje poskromić swoje nerwy, ale z marnym skutkiem… I masz rację to sprawa siedzenia w domu i braku odskoczni. Od maja 2013 "siedze" w domu, odchowalam synka i we wrześniu 2014 miałam wracać do pracy, a tu nieplanowana ciąża… Do pracy nie wróciłam, bo ciężko było ocenić jak długo popracuje i zostałam w domu. 1.06 ur córeczkę i chociaż kocham dzieciaki nad życie to mam ochotę czasem zamknąć drzwi i uciec. Najgorsze sa wyrzuty sumienia, że jestem dla nich złą matką, gdy po krzykach zdaje sobie sprawę co zrobiłam. Ciężko nad tym zapanować, ciężko znaleźć radę jak to zmienić. Twój blog (piękne zdjęcia, dzieciaki, czysty dom) czasami dołował jeszcze bardziej, aż do dzisiaj (chyba taka już nasza natura, że dobrze wiedzieć, że ktoś ma podobne problemy do naszych:)). Oby nasze podobne plany do zmiany siebie zakończyły się sukcesem 😀
    Ale się rozpisałam, uuu… To jeszcze zadam pytanko: Widziałam w pokoju Artura kuchnie z Ikei. Czy możesz napisać czy jest warta swej ceny (wykonanie, wytrzymałość)?
    Pozdrawiam, Marlena

  12. W stu procentach utożsamiam się z tym co napisałaś! Dobrze wiedzieć, że jest nas więcej i że to jednak norma 😉 Dużo by pisać o tym co mi się we mnie nie podoba, jednak najgorsze uczucie ze wszystkich związane z moimi wybuchami to to, że sprawiam przykrość najbliższym. Serce mi pęka kiedy Córka patrzy na mnie i mówi: mamo, jest mi przykro, kiedy wróci tatuś? Chcę się do niego przytulić. Wtedy dałabym wszystko by cofnąć czas, żeby nie widziała mnie takiej – złej, krzyczącej, zmęczonej tym wszystkim co właśnie MUSZĘ. Oczywiście to wszystko nie dzieje się codziennie, jednak chciałabym tak jak Ty wykorzenić te paskudne wady już na zawsze. Życzę Tobie, sobie i każdej z nas, której nie są obce takie sytuacje by minęły bezpowrotnie. Zapewne dużo pracy przed nami, ale tak jak napisałaś jak nie my to kto? 🙂 Twój wpis jest dla mnie ogromną motywacją! Ja zaczynam od jutra, na dobry początek wyjście na spotkanie "Mam na obcasach" i wieczorne kino z przyjaciółką 🙂

  13. W mojej rodzinie mówi się, że Monika ma trudny charakter i ciężko ją zadowolić. Że wiecznie naburmuszona chodzi, nie uśmiechnie się itp..niestety wszystko biorę do siebie, wszystkim się przejmuje i co gorsza nie dziele się moimi problemami z nikim, z nikim o nich nie rozmawiam. Wszystko duszę w sobie….chciałabym to zmienić.

  14. Kochana ja mam w domu wieczny bałagan i cały czas z mopem latam 😉 a do zdjęć Lubie mieć posprzątane żeby to wszystko jakoś fajnie wyglądało ale nie dołu się tym bo tak z dwójką dzieci cały czas nie mam 😉 a kuchnia jest super Artur ja ma 1.5 roku i nadal się nią bawi. Jakość super jestem pewna że jeszcze kilka lat u nas przetrwa.

  15. Może nie jestem stałą czytelniczką ale ciągnie mnie tu wystarczająco często żeby mieć pewien ogląd sytuacji 🙂 jestem zachwycona, że mimo dwójki dzieci jest Pani w stanie tak często pisać i wszystkie wpisy są przemyślane opatrzone pięknymi zdjęciami. To dowodzi wyjątkowej samodyscypliny i dobrej organizacji, tak jak zrobienie porządku do zdjęcia – podziwiam. W każdym wpisie przebija się duża wrażliwość, a już zwłaszcza w komentarzach! To niespotykane ale prawie żaden komentarz nie zostaje bez odpowiedzi.Podejrzewam, że właśnie ta wrażliwość powoduje te wybuchy komuś kto czuje więcej, trudno aż tyle pomieścić w sobie. Z tym fitnessem to świetny pomysł, zmęczyć się to dobra rzecz (zwłaszcza na skołatane nerwy dzieciowymi wrzaskami i obowiązkami których aż nadto)a dodatkowo tam sami dorośli:) Proszę się nie zmieniać za bardzo bo właśnie dzięki temu ma Pani wokół siebie takich a nie innych ludzi, zamieniłaby ich Pani na innych? pozdrawiam:)

  16. Wpadaj częściej i pisz mi na ty, bo Twój komentarz dodaje dużo otuchy i jest mega motywujący. Nigdy w życiu nie zamieniłabym tych ludzi którzy są obok mnie i takich czytelników ja ty. Pozdrawiam cieplutko :*

  17. Kinga, drugi raz to czytam…i wiesz, ja mam tak dużo z Tobą wspólnego!
    Kiedyś Ci to opowiem… tu wylewać smutów nie będę!
    Jesteś wspaniała w tym co robisz! i Kiedy z Tobą rozmawiam, piszĘ… wiem że ty nie MUSISZ a CHCESZ <3

  18. Muszę jeszcze tą spowiedź przeczytać (ale nie teraz, pora już spać) i też przemyśleć swoje zachowanie… Bo jak czytałam Twój artykuł, to też widziałam w nim siebie. Tak jak pewnie większość z nas…

  19. Kinga jak dobrze,że poruszyłaś taki temat.Nie jesteś sama .Ja też wiele razy zachowuję się źle i bardzo chciałabym się zmienić i dla dzieci i i dla męża bo On też przez to cierpi.wiem że wina bardziej leży po mojej stronie dlatego chcę się zmienić.wiesz to słowo Muszę niestety dość często się przewija w mojej głowie ale czasami je olewam mówiąc sobie owszem muszę np.pozmywac naczynia ale z drugiej strony mówię tak właduje je do zmywarki i będę mieć czas na coś innego i czasami to słowo Muszę można sobie zastąpić czymś innym ? albo inny Przyklad muszę wstawić pranie ale wiem że jeśli tego nie zrobię to uzbiera się hałda i ciężko będzie ogarnąć później te rzeczy więc mówię sobie tak Karolina zrób to dziś i nie odkładaj na jutro bo jeśli zrobisz to dzisiaj to jutro będzie więcej czasu na coś innego? Chociaż sił też czasem mi brak to jakoś idę dalej ale wiem że nie jestem sama bo jest wiele kobiet takich jak ja. Dziękuję Kinga moja motywatorko.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here