Wstyd

0
9122

Mój syn jest wstydliwy, a przynajmniej mi się tak wydaje. Do tej pory nie chciał chodzić na zajęcia dodatkowe – piłkę, taniec czy jakiekolwiek inne, gdzie jest sporo dzieci, których on nie zna. Oczywiście byłam z nim na próbę, ale zawsze trzymał się mojej ręki i nie chciał brać w nich udziału. Nigdy go do tego nie zmuszałam, stwierdziłam, że nadejdzie odpowiedni czas i zajęcia, gdzie będzie chciał chodzić. 

W lipcu dowiedziałam się, że niedaleko nas organizowane są zajęcia karate, a że mój Artur już od dłuższego czasu fascynuje się Ninjago wiedziałam, że te zajęcia na pewno mu się spodobają. Dowiedziałam się też, że są one dla dzieci, młodzieży i dorosłych, a że rzadko się zdarza, żeby zajęcia dla dzieci były też dla dorosłych, od razu przyszedł mi pomysł, że to będzie świetny pretekst do tego, żeby mój A. też tam chodził i ćwiczył razem z Arturem. Trochę taki czas tylko dla nich, o którym mogliby mi opowiadać po powrocie i fascynować się czymś wspólnym. Artur jak tylko usłyszał, że zajęcia prowadzone są przez Senseja (takiego samego jak w bajce), do tego,że będzie tam chodził z tatą, nie mógł się doczekać pierwszych zajęć. Decyzja zapadła, od września tata miał chodzić z synem na karate.

Dziś mija miesiąc od kiedy to ja i Artur chodzimy na zajęcia (niestety okazało się, że tata później kończy pracę), prowadzi je wielokrotny mistrz Polski, trenuje w tym samym czasie dzieci, młodzież i dorosłych. Ćwiczę jak każdy inny – na maksa, i po treningu wychodzę zmęczona, spocona i mega zadowolona. Bo ten wpis nie będzie o wstydzie mojego dziecka – nie wiem, czy można w ogóle powiedzieć, że mój syn się wstydził czy po  prostu nie miał ochoty na inne zajęcia. Ten wpis będzie o wstydzie kobiety. Musze Ci opowiedzieć moją historię , żebyś zrozumiała o co mi chodzi, co mam na myśli publikując moje słowa. 

Artur chciał bardzo chodzić na zajęcia, ale na pierwszych i kilku kolejnych trochę się bał – to była dla niego nowość, więc zupełnie się mu nie dziwie. Chciał, żebym ćwiczyła razem z nim, mnie do aktywności fizycznej nie trzeba długo namawiać, ubrałam dres i zaczęłam ćwiczyć. Tak było przez chyba 3 zajęcia – nie chciał puścić mojej ręki i odejść ode mnie metr dalej. Na czwartych zajęciach Sensej sam połączył go w parę z innym chłopcem i tak Artur zaczął nabierać samodzielności. Na szóstych zajęciach zorientowałam się, że już mnie tak bardzo nie potrzebuje, więc zaczęłam zwracać uwagę co się dzieje dookoła nas (serio wcześniej mnie to zupełnie nie interesowało, tak byłam skupiona na tym, żeby te zajęcia jak najbardziej spodobały się Arturowi). Byłam tam jedyną dorosłą kobietą, która ćwiczy, umówmy się, że jedyną w przedziale 20+ 🙂 Na zajęcia przychodzi wiele mam, które siadają gdzieś z boku i obserwują swoje dzieci, pewnie robiłabym dokładnie to samo, gdyby syn mnie nie poprosił, żebym z nim ćwiczyła. Zaczęłam czuć się nie swojo bo przecież moje nieskoordynowane ruchy wyglądały zupełnie tak samo jak ruchy mojego pięcioletniego syna, będę z Tobą szczera, na pewno wyglądam trochę śmiesznie. Zaczęłam się wstydzić. Spodobało mi się to karate bardzo, wychodzę z niego spocona jak z moich treningów, uwielbiam to, że Arturowi się podoba, że z nim ćwiczę, mega jaram się tymi wspólnymi chwilami i pokazywaniem potem tacie naszych nowych chwytów. Artur jest bardzo szczęśliwy i ja jestem szczęśliwa, ale…..

Ten wstyd, czy czasami nie robię z siebie pośmiewiska. Bo wiesz, pewnie jeszcze rok temu też bym siedziała wśród tych kobiet i patrzyłabym na tą ćwiczącą kobietę…. no właśnie jak? 

Jak na wariatkę? Czy może z zazdrością, że ona ma odwagę robić coś co lubi nie patrząc na wzrok innych, a ja siedzę i zasłaniam twarz przed innymi? Powiem Ci jak jest na prawdę, jedni z uśmiechem wysłuchują, że ćwiczę z synem, pewnie śmieją się pod nosem, inni mówią, że super, bo mocno motywuje syna. Wiesz, wszystkim nie dogodzisz – ja to uwielbiam i niezależnie od tego kto co o tym sądzi, to będę to robić, bo to pomaga mojemu synowi odnaleźć się w tej grupie, a mi pomaga zachować formę. Jestem przekonana, że kilka z tych mam, które siedzą z boku miały by ochotę ćwiczyć razem z nami, ale wstyd i myśl – co inni powiedzą, im na to nie pozwala. Zajęcia dla dzieci są dla dzieci i nie mam nic do do tego, że inni siedzą i patrzą, nie każdy musi lubić karate, nie każdy musi mieć potrzebę brania udziału we wszystkim co robi jego dziecko, nie każdy ma siłę po pracy i po prostu ochotę, woli w tym czasie porozmawiać, poczytać książkę lub nadrobić internetowe zaległości – nie o to mi chodzi! To tylko przykład, którym chciałam Ci coś pokazać…

Zastanawiam się ile jest takich kobiet/mam, które rezygnują ze swoich marzeń, pasji, wyjazdów czy robienia czegoś co sprawia im ogromną frajdę tylko z powodu wstydu, z powodu tej myśli w głowie, że wszyscy na nie patrzą. Być może nikt nie patrzy, a może garstka osób, ale jak się wstydzisz, jak nie masz pewności, to wydaje Ci się, że patrzy każdy. Zostając mamą w jednej chwil spada na ciebie ogrom odpowiedzialności i tysiące decyzji, które musisz podjąć każdego dnia. Decyzji, które możesz podjąć pewnie i sama/z partnerem, nawet jeśli okażą się złe, to będą to decyzje które podjęłaś Ty bez presji otoczenia. Lub decyzje nad którymi będziesz zastanawiać się miesiącami, będą Ci spędzać sen z powiek, bo niby wiesz co chcesz zrobić, ale co inni powiedzą, jak to odbiorą, czy w ich oczach okażę się dobrą czy złą matką? Ile razy kobieta zajmująca się domem i dziećmi wstydzi się tego, że nie wychodzi do pracy bo inni tego oczekują, ile razy kobieta chodząca do pracy ma wyrzuty sumienia, bo dookoła słyszy, że zaniedbuje dziecko. Boisz się założyć bloga i wyrazić to co myślisz – bo co inni powiedzą, boisz się otworzyć swoją działalność, bo jeśli Ci się nie uda usłyszysz – a nie mówiłem. Chcesz zacząć ćwiczyć, być fit lub eko, ale usłyszysz, że Ci się w dupie poprzewracało i dobrze masz tak jak jest, zaczynasz się wstydzisz tego, że w ogóle coś chcesz zrobić ze swoim życiem – bo przecież co inni powiedzą.

Mnie jest mniej na blogu bo zaczęłam się wstydzić (ale o tym napiszę Ci w kolejnych wpisach). Cieszę się, że mąż pomaga mi podjąć wiele decyzji, bo sama przez wstyd i myśl co powiedzą inni nie przespałam wiele nocy. Od kiedy jestem mamą próbuje, żyć po swojemu, tak żeby było dobrze mojej rodzinie i nie patrzeć na innych. Bo nikt za Ciebie życia nie przeżyje i decyzje, które podejmujesz mają wpływ na Ciebie, twoje dzieci i bliskich – nie na tych patrzących z boku, którzy rad dla Ciebie mają tysiące, a sami nie potrafią żyć tak jak chcą.

Wstyd – a może jednak lepszym słowem jest strach – to zły doradca, skutecznie obcina skrzydła, zwłaszcza nam kobietom, którym nie można popełniać błędów bo przecież jesteśmy mamami, a matki popełniające błędy to złe matki. 

Niestety nadal większość z nas właśnie tak myśli. Boi się popełnić błędu bo ktoś uzna, że nie jest wystarczająco dobrą mamą i powinna się starać bardziej, więcej myśleć o dzieciach, a mniej o sobie. Bardzo błędne myślenie, które zatruwa nam życie i radość ze spontanicznych decyzji, takich, które mogą okazać się świetnymi, dającymi początek czegoś dobrego i fajnego. My kobiety powinnyśmy się wspierać i dodawać odwagi innym kobietom, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy od nas matek wymaga się, moim zdaniem zdecydowanie zbyt dużo, mamy być idealne pod każdym względem, zawsze robić to co słuszne i właściwe i broń boże nie wolno nam popełniać błędów.

Jestem ciekawa jakie jest Twoje zdanie na ten temat.

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi szalenie miło jeśli:

- polubisz i udostępnisz go dalej

- zostawisz komentarz.

Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami?

Koniecznie polub nas na Facebooku, dodatkowo dużo zdjęć, których nie pokazuję na blogu znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here