Jak wstałam z kanapy i ruszyłam po swoje marzenia

21
134
 
Od poniedziałku, od Nowego Roku, od pierwszego, od jutra……
 
Znacie to? Bo ja, aż za dobrze. Całą zimę przeglądając zdjęcia w internecie pięknych i szczupłych kobiet zagryzałam mocno zęby z zazdrości, sycząc czemu ja tak nie wyglądam, czemu innym to tak łatwo przychodzi, a mi łatwo to tylko drugi podbródek się robi. Beczałam w poduszkę zagryzając smutki kolejną czekoladą i ciasteczkiem. Nie wierzyłam w siebie, byłam pewna, że już całe życie jestem skazana na te fałdy i grube uda, bo przecież ja grubej kości jestem i dwójkę dzieci urodziłam, to mam prawo tak wyglądać, mogę przestać dbać o siebie bo przecież z domu to tylko po bułki do Biedronki chodzę.
Najgorzej jest zasiedzieć się w domu, zapomnieć o sobie, przestać wierzyć w swoje możliwości i marzenia. Myślałam tylko o innych, o swojej rodzinie, żeby to ona była szczęśliwa zapominając o tym, że mój smutek przeżywają także oni.
Próbowałam diety cud na których wytrzymywałam kilka dni, a potem obżerałam się jeszcze bardziej, próbowałam detoksu cukrowego, na którym wytrzymałam jeden dzień, a potem drgawki jak narkomana mnie złapały. Każda próba utwierdzała mnie w przekonaniu, że nie dam rady, że jestem za słaba i coraz bardziej nienawidziłam siebie. Już Ci pisałam, że to nie chodzi o to, żeby moje ciało było szczupłe jak u modelki  to chodzi o akceptację siebie, żeby się dobrze czuć w swoim ciele, żeby nie wstydzić się wychodzić z domu, tylko kroczyć pewnym siebie przez życie i móc tego nauczyć swoje dzieci.
Miesiącami marzyłam i wzdychałam do tych dziewczyn z instagrama, które po dwójce dzieci wyglądały tak jak ja nawet będąc nastolatką nie wyglądałam. W maju moja miarka goryczy, nienawiści i samodestrukcji sięgnęła zenitu. Tak się na siebie wściekłam, miałam ochotę walnąć sobie w twarz i wykrzyczeć, że jestem słabym nic nie wartym człowiekiem, że za każdym razem sobie coś obiecuję i dupa z tego jest, jak mają mi moje dzieci uwierzyć skoro ja sama sobie nie wierzę i co ja im w przyszłości powiem, że były moją najlepszą wymówką?. Chyba nawet to sobie wykrzyczałam bo z dnia na dzień zmieniłam wszystko………..
Po pierwsze powiedziałam sobie głośno – Nie jestem na żadnej diecie !!! Nie robię sobie zakazów i nakazów. Stwierdziłam, że jeśli mam faktycznie zmienić swoje nawyki, swoje nastawienie do siebie, tak już na stałe, a nie na miesiąc muszę robić wszystko bo tego chcę. I przede wszystkim to co było najważniejsze – ruszyłam tyłek z kanapy, bez żadnych wymówek, każdego dnia jest jakaś aktywność, nie koniecznie ostry trening, w tych gorszych dniach wystarczy spacer z dzieciakami, kilka podskoków z nimi lub taniec i śmiech, aż do bólu brzucha.
Dużą pomoc i motywację dają mi moje czytelniczki, może właśnie to Ty! I dziewczyny, które obserwują mój profil na instagramie, warto mieć takiego kogoś kto podpowie jakiś fajny fit przepis, świetne ćwiczenie, szybkie i nie wymagające specjalistycznego sprzętu, doda otuchy jak już się nie ma siły ręką ruszyć, albo zmotywuje Cię na maksa pisząc rano w poniedziałek – pamiętaj DASZ RADĘ!!! 
 
Jeśli ja dałam rade wstać z kanapy to TY też dasz radę, znajdź tą siłę w sobie bo ją masz tylko musisz uwierzyć. Nie rób sobie żadnych diet, nie rezygnuj z ulubionych dań, nie głódź się, po prostu zmień styl swojego życia na zdrowy i fit. Ja jestem najlepszym przykładem na to, że się da.
Moje cele i marzenia są cały czas przede mną, ale to, że w końcu próbuję, że daję z siebie 100%, że nie siedzę na tyłku tylko działam, daję mi ogromną satysfakcję i powera do działania.
Pewnie jesteś ciekawa moich rezultatów, one są dla mnie na dalszym planie, na pierwszym jest poprawa własnego samopoczucia, chęci do życia i działania, a zmiana ciała jest dla mnie nagrodą i cieszę się z każdego centymetra mniej. Waga spada powoli, dlatego, że na siłę nic nie robię, nie katuję się treningami, nie głodzę, a wszystko robię z uśmiechem na twarzy. Nie chcę w miesiąc zrzucić 8 kg, a potem w dwa tygodnie przytyć 10, chcę w swoim tempie i jeśli ty chcesz zmienić swoje życie, to znajdź swoje tempo i nie patrz na innych, w miarę jedzenia apatyt rośnie, tak samo jest z aktywnością im więcej trenujesz tym więcej tego chcesz.
No dobra powiem Ci 😉
W 7 tygodni ( dwie majówki w tym czasie, kilka urodzinowych imprez i urlop nad morzem 😉 ) waga spadła 5 kg, ale dla mnie liczą się bardziej centymetry, a ich ubyło mi m.in 8 cm w biodrach to dużo, prawda? Na człowieka, który jeszcze dwa miesiące temu siedział z paczką chipsów i tabliczką czekolady to jest bardzo dużo…….
To jak wstajesz z kanapy i próbujesz dogonić swoje marzenia? Pamiętaj dasz radę, a jak będziesz mieć chwilę słabości pisz do mnie razem będzie łatwiej.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi szalenie miło jeśli:

- polubisz i udostępnisz go dalej

- zostawisz komentarz.

Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami?

Koniecznie polub nas na Facebooku, dodatkowo dużo zdjęć, których nie pokazuję na blogu znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

21 KOMENTARZE

  1. Brawo, kochana! Bo to nie chodzi o gubienie kg, ale o akceptację siebie i zdrowy styl życia. Z każdym tygodniem człowiek czuje się lepiej, poprawia się zdrowie a przy okazji wygląd. Ja od stycznia wracam do aktywności, bo na razie tylko rozciąganie i jakieś delikatne ćwiczenia mogę. Mam nadzieję, że nie zasiedzę się przez ten czas 😉 Powodzenia!

  2. Właśnie ta akceptacja jest najważniejsza, bo jak się siebie nie lubi to cały świat też taki jakiś niefajny jest, a u mnie już było z tym na prawdę źle, a tak jak się poćwiczy, energię spali to nawet siły na głupoty nie ma 😉 Nawet najmniejszy ruch się liczy 😉

  3. Brawo TY ? podziwiam Cię! Ja też ruszyłam tyłek z kanapy, jeżdżę minimum 3razy w tygodniu na rowerze do pracy, czasem pójdę na siłownię lub basen. Samopoczucie faktycznie lepsze, mniej się denerwuję pracy czy na dzieci, ale jeszcze byłoby super, jakbym zmieniła nawyki żywieniowe to byłoby super. Ale ja tak kocham jeść!!! Niekoniecznie niskokaloryczne dania… Trzymam kciuki za Twoją przemianę ? Dasz radę!!! ?

  4. Gratuluję wytrwałości i mobilizacji.Oby tak dalej.Ja niestety nie mogę utrzymać się w tej aktywności.2 tyg. super a potem przerwa.Brak u mnie systematyczności.Mam postanowienie że od jutra wracam do gry?Tylko ciężko wychodzi się na bieganie o 22.30,wolalabym rano ale o 5 jeszcze się nie odłożyłam ?

  5. U mnie też tak wcześniej było tydzień dieta i cwiczeni aa potem weekend i obżarstwo, dlatego teraz robię tak że cokolwiek by się nie działo chociaż 30 minut dziennie aktywności musi być, nie ważne czy mi się chce czy nie MUSI i tyle, dzięki temu nie mam dłużeszej przerwy i więcej motywacji, do tego planowanie posiłków dużo mi daje. Nie muszę na szybko wymyślać co zjeść bo wtedy zazwyczaj więcej się je i co popadnie. Trzymam kciuki za Ciebie i daj znać jak Ci idzie, DASZ RADĘ !!

  6. Kochana to ja Ciebie podziwiam, ja bym tyle kilometrów na rowerze przejechać rady nie dała, a ty jeszcze prze pracą to robisz. A jedzenie nie jest tak wielkim grzechem jak się je bez wyrzutów bo wiesz że za chwilę spalisz kalorie robiąc to co lubisz i sprawia Ci ogromną frajdę, bo to o to w sumie chodzi. Jak się głodziłam i odmawaiałam sobie wszystkiego to nie dawałam rady.

  7. Super, gratuluję. Ja ruszyłam tylek w lutym i jest bosko! Tak jak mowisz, żadna dieta, tylko zdrowe odżywianie, ćwiczenia, ale bez katowania się i cm ubywają. Choć mam 30+ na karku nigdy tak dobrze nie wygladalam, mam wiecej siły i energii dla mojego urwisa. A samopoczucie? Nigdy mi nie było lepiej ze sobą.

  8. Brawo?Zawsze jak czytam Twoje posty to jakbym czytala o sobie?ale u mnie to jeszcze nie ten etap?bede Ci kibicowac??i szukac motywacji i inspiracji?

  9. Świetny tekst ?? gratuluję ? ja też wiecznie zaczynam diety i kończę po kilku dniach ?? i mówię od jutra… od jutra ?? albo od poniedziałku. Od tygodnia zaczęłam walkę o siebie i narazie trwam w tym ??

  10. Hej hej, Ty tu piszesz o sobie czy mnie, hmm? Mam wrażenie, że o mnie z tą tylko różnicą, ze ostatnio to już mi się nawet nie chce chcieć :/ Codziennie obiecuję sobie, że naprawdę wezmę się za siebie, a potem nic. Z daleka to nie powiem "figura modelki
    i tam takie. A guzik tam. Z bliska – biustu zero – chyba przeniósł się po ciąży w okolice pępka i ta okolica regularnie się powiększa przez moje podjadanie. Już chyba nic nie jest w stanie mnie zmotywować. A za aktywność fizyczną biorę sprzątanie mieszkania na podwyższonych obrotach. Porażka… Ale za Ciebie trzymam kciuki!

  11. Jakbym czytała o sobie, bo to od następnego poniedziałku zaczynam ??? matko! Jakie to jest trudne. Nie powiem przed ciążą chodziłam na fitness, uwielbiałam to, a teraz nie potrafię się ogarnąć. Wróciłam do wagi sprzed ciąży nawet w szybkim tempie, już po 2 miesiącach od porodu zeszło 10 kg potem kolejne 10. A teraz znowu idzie w górę. Słodycze i objadanie się nimi mnie wykończy heh, ale co ja poradzę, że je uwielbiam ?. Mimo, iż dużo spaceruje z córką to to nie jest to. Nie umiem się zebrać żeby poćwiczyć. Nie umiem jakoś ułożyć sobie planu dnia, mogę dziecko jest strasznie wymagające, a gdy już śpi to nie mogę się ruszyć żeby jej nie obudzić ? aaaaaaa oszaleje ?

  12. Droga Kingo, czytam Cię od prawie roku, znalazlam kiedy byłam w ciąży, teraz mój synek ma 5 miesięcy. Mam do zrzucenia pociązowe kilogramy, teraz wygladam strasznie, w swoje ciuchy sie nie mieszczę, we wszystkim wyglądam jak baleron. Wiem, ze szafe powinnam odświeżyć ale nie chce tego robić i kupowac nowych póki jestem gruba. Nie chce być na diecie bo wiem że nic z tego nie wyjdzie. Ale wierz mi, nie jem prawie slodyczy (czasem domowe ciasto czy kupne wafelki), zadnych chipsów, coca-coli, własciwie pje sama wodę, ostatnio ograniczam także pszenne pieczywo. I to nie działa. Nie gotuje tłusto, czasem zjemy schabowego ale nie często. Staram sie wyjśc czasem pobiegać ale niestety bardzo nie regularnie bo tylko wtedy gdy mam z kim dziecko zostawić. Błagam, napisz post nie o tym co robić by schudnąc bo to wszyscy dobrze wiedza chociaz nie koniecznie robią. Napisz o tym czego nie robić, czego naprawde nie jeść, czego unikać, co zaprzepaszcza wysiłki…

  13. Kochana w internetach tej motywacji znajdziesz bardzo dużo, dziewczyny które tak jak ja próbują się zaakceptować wsierają się na grupach na fb jest dużo fit blogów. Trzeba tylko spiąć poślady i cały czas próbować 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here