Syndrom 30-latki czy matki polki? I czy dzieci to najlepsza wymówka?

10
177

W sumie to nie wiem na co zgonić moje zachowanie i moją zmianę, a raczej ogromną chęć zmiany. Wszystko zaczęło się kiedy urodziłam Antosię co zbiegło się też z moimi 30 tymi urodzinami, jakże mało hucznymi, z wiadomych powodów, dlatego nie wiem co bardziej mnie przytłoczyło, duża liczba moich lat i mała liczba swoich osiągnięć czy to, że zostałam podwójną mamą.

Moje osiągnięcia to może być temat sporny, bo niektórzy twierdzą, że w moim wieku osiągnęłam dość sporo, biorąc pod uwagę męża, dwójkę dzieci, dom z ogrodem, prężnie rozwijający się blog i pasję do fotografii, ale wiadomo każdy patrzy swoimi oczami, a ja bym chciała znacznie więcej. Tym razem chciałabym pomyśleć o sobie i zmieniając swoje ciało zmienić siebie. To już nie chodzi o te kilka nadprogramowych kilogramów, bo z tym przecież da się żyć, tu już chodzi o swoją psychikę i czucie się dobrze w swoim ciele.
Przed drugą ciążą schudłam kilka kilogramów, byłam dość aktywną osobą, chodziłam na fitness, jeździłam na rowerze, pracowałam poza domem, generalnie byłam ciągle w ruchu, potem niespodziewana ciąża, więc z tą aktywnością trochę odpuściłam, a gdy urodziła się córcia już całkowicie siadłam na swoim grubym zadku. Wiadomo, myślałam wtedy wyłącznie o dzieciach, a siebie poniekąd odłożyłam gdzieś głęboko do szafy, trochę jak niepotrzebną i nieużywaną rzecz, było mi z tym bardzo dobrze, skupiłam się na tym co w danej chwili było dla mnie najważniejsze, a że rzadko wychodzę z domu mój wygląd i cała ja zupełnie się nie liczyły. Do czasu.
Chyba tak przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy uzmysłowiłam sobie, że od porodu nie byłam u fryzjera (prawie rok!!! serio?) ja, która swoją fryzjerkę odwiedzałam co dwa miesiące, do tego nadal cały czas chodzę w dresach bo jeansy nie chcą wejść mi na tyłek i kiedy przegryzałam kolejną paczkę chipsów na zmianę z czekoladą, siedząc na kanapie bez sił do życia, a mój mąż zaproponować wyjście do znajomych dostałam ataku paniki. Ale, że jak, przecież ja nie mam co włożyć, na zakupach przez cały rok może byłam 2 razy i to wchodząc do pierwszego sklepu i kupując coś co w ogóle na mnie pasowało, nie zastanawiając się czy ja w tym jakoś wyglądam. Chociaż nie o ten mój wygląd najbardziej chodzi i o te zakupy właśnie wtedy, kiedy panika minęła, zdałam sobie sprawę, że ja nie chcę wychodzić z domu, z mojego bezpiecznego miejsca w którym schowałam się przed światem.
Dlaczego? Bo siebie nie lubię! Tak po prostu, nie lubię tego do jakiego stanu się doprowadziłam, nie lubię swojego ciała i źle się w nim czuję. Szczerze to ja tego ciała nienawidzę, na szczęście mam w domu tylko jedno lustro, na które i tak patrzę w pośpiechu myjąc zęby , więc nie muszę się oglądać. Jem kiedy jestem wesoła, smutna, zła, już tyle razy próbowałam to zmienić, ale za każdym razem ponoszę porażkę z jednego powodu – nie ruszam się. Zasiedziałam się tak w domu, że sama dieta nie jest w stanie mnie zmotywować do zmiany. I żeby nie było, próbowałam ćwiczyć w domu, ale dwójka dzieci od razu jest wtedy mną zainteresowana i jedno przyczepia się do jednej nogi, a drugie do drugiej, a to trzecie, czyli mąż patrzy tylko na zegarek kiedy skończę, więc w rezultacie moje ćwiczenia nie trwały dłużej niż 15 minut. Można ćwiczyć kiedy dzieci śpią, no tak tylko, że wtedy mąż chce spokojnie obejrzeć tv, a bieżnia i skakanie po domu nie jest zbyt ciche, po za tym kiedy dzieci śpią ja zaczynam pracować i tak błędne koło trwa, ja jestem wściekła na samą siebie i wszystkich dookoła……..Tak było ponad miesiąc temu, ale postanowiłam to zmienić raz na zawsze, bez diet i rygoru, a zdrowym stylem życia. Teraz wiem, że dzieci to tylko wymówka, ale jakże skuteczna i najlepsza. Przez ostatni miesiąc odrobinę bardziej siebie lubię i powiem Ci, że da się tylko trzeba chcieć. Nie masz z kim zostawić dzieci nawet na godzinę? To kolejna najlepsza moja wymówka, ale nie trzeba ich zostawiać, żeby aktywnie spędzić dzień. Pogoda dopisuje, więc zamiast ćwiczyć na siłowni można uskuteczniać bieganie za dziećmi.


A jak jest u Ciebie? Lubisz się? Może masz jakieś super, ekstra sposoby na akceptację swojego po ciążowego ciałka? Koniecznie mi napisz, bo wiesz ja cały czas próbuję siebie polubić. 

buty hm
jaka matka taka córka
sukienki dla mamy i córki
stylowe ubrania dla dzieci
kryzys wieku średniego
stylizacja dla dziewczynki
buty emelki
balios
organizer do wózka
nativo
jak polepszyć relacje taty z synem
biały koń
cybex opinie
dziecięca radośćcybex

Cała stylizacja Artura to Nativokids – świetne ubrania dla dzieci, zarówno takie sportowe jak i eleganckie, w bardzo dobrej jakości i cenie. Spodenki z regulacją, u nas jest to musowe, bo Artur jest szczupłym chłopcem i wszystkie spodnie, które nie posiadają regulacji po prostu z niego spadają. Kolorowe tak jak lubią dzieciaki przy tym stylowe i modne.
Sukienki mama córka to Tuss – mega wygodne, basicowe ubrania. To dla tych, którzy lubią ubierać dzieciaki tak samo jak siebie i czuć się przy tym komfortowo i stylowo.
Buty Antosi to Emelki dostępne w Catleya
Wózek – Cybex

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi szalenie miło jeśli:

- polubisz i udostępnisz go dalej

- zostawisz komentarz.

Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami?

Koniecznie polub nas na Facebooku, dodatkowo dużo zdjęć, których nie pokazuję na blogu znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

10 KOMENTARZE

  1. Mój mąż pracuje za granicą, siedzę w domu sama z 10 miesięczną córeczką. Przed ciążą byłam bardzo aktywna, przebiegłam półmaraton. Teraz trochę się migałam ale spójrzmy prawdzie w oczy-dla chcącego nic trudnego. Kupiłam wózek do biegania i w sierpniu przebiegnę kolejny półmaraton. Tym razem z córcią 🙂 ciężko się zmobilizować do zrobienia pierwszego kroku, potem to już z górki!

  2. Kochana wyglądasz cudownie i masz śliczne dzieci 🙂 Ja nie ćwicze bo akceptuję swój wygląd 😉 Ale do fryzjerki chodzę 3 razy w roku i a zakupy tak przy okazji coś sobie kupuję 🙂

  3. Super wpis! Bardzo mogę się utożsamić z tym, co piszesz. Ja mam trójkę, za którą biegam,ale muszę to zdecydowanie rozszerzyć. Dzięki za mienie mi wiary,że się da 🙂 Życzę wytrwałości

  4. Taka laska i siebie nie lubi?? Nie no! Wyglądasz pieknie choć z drugiej strony rozumiem Cię w 100% i wiem co masz na mysli. Jestem na tym samym etapie. Postanowiłam teraz to zmienić. Postanowiłam jeść regularnie, biegać i ćwiczyć w domu ale bez żadnego zarzekania się , odmawiania sobie wszystkiego, Napisałam o tym właśnie wpis na blogu. Także trzymam kciuki.. za siebie i za ciebie! Damy rade! Dzieciaki to tylko wymówka, dokładnie. Ja np. wczoraj biegałam o 6 30 rano póki mąż był jeszcze w domu. Wieczorem jak już spały brzuch z Kępką a w dzien 3 X20 przysiadów 🙂 zakwasiory okropne ale chęci do działania jeszcze większe 😀 Buźka :*

  5. Doskonale wiem o czym piszesz. Z akceptacją siebie miałam problem kilka dobrych lat. Gdy po ciąży z Aleksandrem zostały mi sporo kilogramów na plusie, moja twarz się zmieniła nie potrafiłam zaakceptować, że teraz właśnie wyglądam. Ciągle walczyłam ze swoimi słabościami, a przede wszystkim jedzeniem, które uwielbiam! Stosowałam diety cud, nie jadłam w ogóle. Dopiero gdy Olek miał około 6 miesięcy postanowiłam zrobić coś bardziej rozsądnego dla siebie i swojego ciała. Skorzystałam z porady dietetyka i trenera, którzy w idealny sposób zajęli się moim problemem. Schudłam, ale tylko tak aby poczuć się dobrze i w końcu zaakceptować, że nigdy nie będą już dziewczyną, którą waży 50 kilogramów. Teraz czuje się dobrze sama ze sobą, chociaż na wadze 6 z przodu. Nie trenuje, nie biegam. Od czasu do czasu idę na zumbę gdzie zwyczajnie odpoczywam od codzienności i to mi w zupełności wystarczy 🙂
    Obecnie jesteśmy na etapie remontu domu, także mam cichą nadzieję, że jeszcze parę kilogramów zgubię przy podrzucaniu worków z cementem 😀

    Pozdrawiam ciepło!

  6. Nie lubię siebie. Martę urodziłam 3 lata temu. Od tamtej pory jestem z nią w domu bo zdecydowałam się na urlop wychowawczy. Nigdy nie byłam zbyt aktywna fizycznie ale byłam szczupła. W ciąży przytyłam 15 kg. Niby nie aż tak dużo ale od momentu porodu 5 dodatkowo zostało o ani myśli mnie opuścić. Przez 3 lata wychodząc na ulicę nie czuję się sobą, nie czuję się dobrze. Większość ubrań, które kochałam jest mi za ciasna i ciągle się łudzę, że jeszcze mi się uda je założyć. I fryzjera nie byłam od sierpnia zeszłego roku. Całe szczęście, że farbuję w domu bo chyba bym się całkiem poryczała. Ciężko jest mi coś ze sobą zrobić. Ciągle próbuję lepiej się odżywiać wie to na chwilę. Ćwiczenia? Jak przychodzi wieczór padam na twarz. I nie wiem czy poczytać czy coś obejrzeć, czy sprzątać czy iść spać. Dbam o mieszkanie, o dziecko a nie umiem o siebie. Jak patrzę na siebie to jest mi aż przykro, że nie umiem zrzucić 5 kg. Najlepszy czas jaki dał mi dany a nie mogę się nim w pełni cieszyć bo mam wrażenie, że gdzie się nie ruszę, to każdy ocenia mój wygląd. W październiku, po prawie 4 latach wracam do pracy w korporacji. Każdy będzie widział, że jestem grubsza i starsza o te 4 lata. Bo serio, jestem zmęczona i to widać na mojej twarzy. Ciągle jeszcze sobie mówię, że mam te 3 mce żeby doprowadzić się do porządku i znów być sobą…ale czy mi się uda…? Sama w to wątpię bo mimo, że motywacja jest to brak mi sił.

  7. Kochana miałam dokładnie to samo, ja siebie wręcz nienawidziałam, anie jednego centymetra w swoim ciele nie mogłam zaakceptować i nadal siebie nie lubię ale już mniej bo wiem że daję z siebie wszystko żeby było lepiej. Pierwsza zasada jaką musisz zrozumieć to to że jeśli ty nie będziesz czszęśliwa to twoje dziecko też nie, jeśli nie dla siebie to zrób to dla niej!!! Ja od kiedy mieszkam na swoim stałam się straszną pedantką i nie umiem zasnąć jak mam w domu bałagan i codziennie z tym mopem latałam zamiast 30 minut zrobić coś dla siebie i dzięki temu poczuć się lepiej. MUSISZ znależź ten czas, córcia ma już 3 lata możesz np. dać do dziadków, albo puścić jej bajkę a ty w tym czasie sobie ćwiczenia na kompie. Jest na fb taka Pani – Supermama znajdź ją sobie – motywacja + 100. Dasz radę!!! Zacznij małymi kroczkami, planuj posiłki, a wieczorem rzuć wszystko i idź pobiegam, dostaniesz tyle energi że następnym razem już sama będiesz tego chciała i nikt cię nie będzie musiał namawiać. Bo jak nie Ty to kto? Pokaż sobie, córce i całemu światu że potrafisz zawalczyć o siebie. Ja trzymam kciuki, a jak byś jeszcze nie mogła wstać z anapy to pisze dostaniesz kopa w tyłek 😉 hihi

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here