Na co dzień się o tym nie myśli

5
2094

Dwa ostatnie tygodnie były dla nas ciężkie, kilka dni spędziliśmy z Arturem w szpitalu (miał wycinany migdał i podcinane boczne). Każda choroba dziecka, nawet zwykłe przeziębienie to dla rodziców czas strachu i nieprzespanych nocy, a szpital z dzieckiem zwłaszcza, że zabieg był pod narkozą zupełnie mnie wykończył.

W takie dni docenia się zdrowie sto razy mocniej, ba milion razy, bo na co dzień zupełnie nie myśli się o tym jakie mamy szczęście, że w domu zdrowe dzieciaki krzyczą i biegają, nieraz mocno nas tym wkurzając. Jestem nerwową osobą – lubię sobie pokrzyczeć, siarczyście przekląć lub popłakać kiedy już nie mogę tych emocji w sobie znieść, pokłócić się z mężem i ponarzekać na życie. W tym szpitalu tuląc moje dziecko, bo tylko tak byłam w stanie pomóc mu w tych dniach kiedy z bólu nie mógł przełknąć śliny – myślałam tylko o tym jak tęsknie za domem, za tym moim marudzeniem, że wiecznie brudno i ciągle tylko „mamoooo”. Myślałam o tym jaka ja głupia jestem, że o bzdury się wkurzam, że mimo tego, że to moje życie nauczyłam się bardziej doceniać niż kilka lat temu, to i tak wciąż za mało.

Człowiek jest słaby i ciągle dąży, do tego żeby mieć więcej, lepiej, żeby dorównać innym lub chociaż sprostać wymaganiom dzisiejszych czasów. Chce być lepszym rodzicem, lepszym pracownikiem, córką, bratem i w tym pędzie bycia ciągle lepszą wersją siebie – dla innych, często z miłości chcąc dać z siebie innym jak najwięcej zapomina o tym, że najważniejsze dla tej drugiej osoby jest po prostu to, że jesteś!

Nie wyobrażam sobie jak ciężko musi być rodzicom dzieci chorych, przebywających w szpitalu większą część roku lub mających swój mały szpital w domu. Nie wyobrażam sobie ich bólu z tej niemocy, że nie można pomóc swojemu dziecku, że nie jest się w stanie zrobić nic – bo pomóc może np. tylko lekarz, albo nikt już pomóc nie może.

Na co dzień się o tym nie myśli, nie docenia się tego jak wiele się w życiu ma – chce się mieć grzeczne dzieci, czas dla siebie, nową pralkę i duży dom – w sumie to dobrze, przecież nie można tylko się bać i myśleć o złych rzeczach, ze strachu z domu nie wychodzić i przestać się cieszyć życiem. Ale w chwilach gdy choruje Ci dziecko znaczenia nie ma już wtedy nic – pragniesz tylko zobaczyć uśmiech na jego buzi. I tak sobie myślę, że za rzadko na ten uśmiech zwraca się uwagę przyjmując go za coś stałego – coś na zawsze. Zbyt często traktujemy ten uśmiech i krzyk jako coś złego, mówimy na dzieci, że są nie grzeczne, zbyt męczące – a one po prostu cieszą się życiem tak jak większość nas dorosłych już nie umie, może zbyt mocno obciążeni problemami dorosłości i odpowiedzialnością, zbyt dużymi oczekiwaniami wszystkich dookoła.

Kolejny raz obiecuję sobie cieszyć się tym uśmiechem i krzykiem radości jeszcze mocniej, mniej złościć się i bardziej doceniać to, że mamy zdrowie, więcej samej się uśmiechać i częściej być wyluzowaną mamą – nie koniecznie taką jak oczekuje tego ode mnie społeczeństwo, a taką jaką chcą moje dzieci. Bo dopóki jest zdrowie i jest się razem to każdy problem da się pokonać. 

Dawno nie zabierałam aparatu na spacer z dziećmi, na ten przed pójściem do szpitala wzięłam i złapałam kilka pięknych uśmiechów, które powieszę sobie na ścianę 🙂

Na naszym facebooku dziś wieczorem rusza zabawa w której dwie osoby wygrywają dowolnie wybrane kurtki zimowe od Nativo Kids, a dla wszystkich którzy wezmą w niej udział mamy kod rabatowy -50 zł na kurtki (wystarczy się zgłosić po niego do mnie na priv po zakończeniu zabawy 16.11.2017r) Zapraszam wszystkich do udziału bo warto 😉 My wybieramy ich kurtki dla dzieci już drugi rok – są cieplutkie, materiał świetnej jakości, nie niszczą się, nie spierają kolory i spokojnie jeśli się kupi rozmiar większą dziecko pochodzi w nich dwie zimy, a potem można dać mniejszemu dziecku, bo nadal ich wygląd będzie bardzo dobry. Na jesienne i zimowe zabawy na podwórku fantastycznie się nadają.

Zrób klik TU

Jeśli spodobał Ci się ten wpis będzie mi szalenie miło jeśli:

- polubisz i udostępnisz go dalej

- zostawisz komentarz.

Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami?

Koniecznie polub nas na Facebooku, dodatkowo dużo zdjęć, których nie pokazuję na blogu znajdziesz na naszym profilu na Instagramie.

5 KOMENTARZE

  1. Oj tak masz racje💓nie doceniamy wiele razy tego co mamy-dopiero przy złych chwilach to widzimy.Dla mnie ten listopad zaczĄł sie okropnie stracilam 2 bliskie mi osoby…..jak to mówią…dopiero śmierć otwiera oczy żywym…..doceniamy,kochajmy i cieszmy się tym co mamy a nie narzekajmy.

  2. Moja wizyta z córką w szpitalu również przekonała mnie, że zdrowie i uśmiech dziecka to podstawa. Ważny wpis pod którym się podpisuję 🙂 życząc zdrowia dla dzieci i wielu powodów do uśmiechu!

  3. Śmierć brata i choroba mamy oraz to co przeszła w szpitalu zmieniła mnie , przestałam myśleć co będzie jak będzie bo wiem że niczego nie zmienie .Teraz gdy jest dobrze , czuję się spokojniejsza .Też krzyczę , wpadam w złość ale potrafię później przeprosić.Mój mąż i dzieci śmieją się że jak mama nie krzyczy to chyba jest chora 😉 Będzie co ma być nie inaczej rozpromieni się ktoś , ktoś zapłacze… (słowa piosenki ) żyje chwilą bo jutro może nie nadejść .Przytulamy się często i okazujemy sobie uczucia bo mamy siebie , mamy tak wiele. W naszej rodzinie jest 5 letnia dziewczynka , która choruje już 2 lata na małopłytkowosc krwi , jej organizm niszczy czerwone płytki krwi.Lekarze wciąż szukają leku i rozkładają ręce bo żaden jeszcze lek nie pomaga w walce z chorobą.Co przechodzi Milenka, jej rodzice i bliscy jest nie do opisania .na Się Pomaga jest zbiórka na lek , który jest nie refundowany.Jest jeszcze na świecie dużo cudownych ludzi, którzy wspomagają zbiórkę .Wierzę że będzie dobrze i zwycięży Nasza Mała Bohaterka tą ciężką walkę z groźną chorobą.
    Zdjęcia przepiękne , pełne miłości i radości 💗😀

  4. „one po prostu cieszą się życiem tak jak większość nas dorosłych już nie umie” – chyba to sobie będę powtarzała za każdym razem, kiedy od krzyków i pisków zacznę się na dzieci wkurzać 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here